Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!

Układ mikronacyjny się betonuje?

„Jest tyle mikronacji w których można działać. Po co tworzyć nowe?” – to słowa niejakiego Tomasza Dostojewskiego, znanego również między innymi jako Ahmed Husain, zamieszczone 4 sierpnia Anno Domini 2017 na forum Rzeczypospolitej Obojga Narodów. W podobnym tonie o twórcach nowych mikronacji wypowiada się Hewret Faradobus, wieloletni obywatel Bialenii: „nie stworzą liczebnej mikronacji i za wszelką cenę nie wesprą innej nacji w rozwoju”.

Takie myślenie pokutuje coraz częściej w Mikroświecie. Zanim jednak przejdziemy do jego bezpośredniej analizy, spróbujmy zastanowić się nad tym, jakby obecnie wyglądał świat mikronacji, jakby takie podejście obowiązywało dziesięć lat temu, kiedy Mikroświat jaki znamy dopiero się formował, a personom podobnym wyżej zacytowanym udało się skutecznie zniechęcić do tworzenia nowych państw, czy to na rozmaite sposoby prawne, jakie dzisiaj istnieją (przykład – bardzo restrykcyjne zasady dotyczące lokacji chociażby na Orientyce i Vaarlandzie), czy też poprzez podejście do nich, jakie dziś prezentują – izolujące je i zamykające się we własnym gronie, niczym pozaziemskie cywilizacje izolujące Ziemię wedle teorii dr Duncana Forgana, co tak naprawdę dzisiaj w Mikroświecie zachodzi.

Zdecydowana większość istniejących dziś mikronacji powstała w przeciągu wyżej wymienionych ostatnich 10 lat. Cóż zatem, jakby w ciągu tych 10 lat nowe mikronacje w ogóle nie powstawały? Odpowiedź jest oczywista – dziś by nie istniały, a Mikroświat byłby ograniczony co najwyżej do dwóch czy trzech mało licznych mikronacji, jeśli w ogóle by przetrwał. Dlaczego mało licznych? Przecież mogłoby się wydawać, że ci, którzy nie tworzyliby swoich mikronacji, dołączyliby do już istniejących. Nic bardziej mylnego! Co niektórzy z nas zdążyli już zauważyć, a inni nie zdążyli, lecz tego nieświadomie doświadczają, mikronacje mają pewien próg liczebności, powyżej którego praktycznie nie są się w stanie utrzymać. Udowodnię to na przykładzie mikroświatów anglojęzycznych. Wydawać by się mogło, iż z uwagi na znacznie większą bazę populacyjną mikronacje tam mogłyby liczyć setki, jeśli nie tysiące obywateli. Czy tak jest? Nie jest, a najliczniejsze mikronacje nie są liczniejsze od tych, jakie znamy w polskim Mikroświecie. Zatem teoria o progu liczebności znajduje swoje potwierdzenie. Jednak nie sam ów próg spowodowałby takie skurczenie się Mikroświata, lecz jego zamknięcie na inne mikronacje, a tym samym nie tylko na mikronacje, ale i na różnorodność, na inne poglądy i spojrzenie na mikronacje.

Powyżej przedstawiłem jedynie „gdybanie” na ten temat. Widać zatem wyraźnie, iż nowe mikronacje są potrzebne i to one stanowią prawdziwą siłę, jaka napędza Mikroświat, albowiem bez nich nie zmierzałby on do przodu, lecz jedynie cofał się poprzez wymieranie coraz to kolejnych mikronacji. Nie jest to jedynie kwestia przeszłości, ale przyszłości – tego, jak potoczy się kolejne dziesięć lat mikronacyjnej historii. No dobrze – ale czy istnieje jakakolwiek przeszkoda dla nowych mikronacji? – mógłby się ktoś zapytać.

Tą przeszkodą są właśnie ludzie, którzy nie chcą dopuścić innego spojrzenia na planetę zwaną Pollinem, niż takie, jakie oni prezentują. Nie chcą oni dopuścić do tworzenia nowych mikronacji, ponieważ mogą one potencjalnie stanowić zagrożenie dla ich pozycji. Tak, proszę państwa – można wręcz mówić o zamykaniu się Mikroświata w kręgu wzajemnej adoracji opresyjnych pseudoimperiów, jak Sarmacja czy Bialenia. Układ panujący w Mikroświecie coraz bardziej się betonuje, a ludzie nie chcą tworzyć nowych mikronacji, ponieważ powstają coraz to kolejne utrudnienia nawet nie tyle zdobycia pozycji, co nawet samej egzystencji nowej mikronacji w wybranej przez siebie lokalizacji! Przykład – w Karcie Państw Orientyki zawarte są chore przepisy o tzw. pasach przygranicznych, a więc terytorium, na którym mikronacja nie może się ulokować bez zgody danego państwa. Exemplum w postaci nie tak dawno powstałego Królestwa Kongresowego doskonale to ilustruje – nowa mikronacja musi wręcz uciekać przed grasującymi wilkami w postaci mikronacji już istniejących, aby zmieścić się poza obszarami tychże pasów. Tym samym takie nowe państwo jest wręcz zmuszane do otaczania się samymi ziemiami niczyimi, bez żadnego sąsiedztwa. Skarżymy się wielokrotnie na zanik polityki międzynarodowej wśród mikronacji. A czy nie warto byłoby się zastanowić, czy sami owego zaniku się nie powoduje, poprzez izolowanie się od innych, w tym nowych, mikronacji?

Ba! Dziś utrudniane jest nie tylko zakładanie nowych mikronacji, ale nawet prowadzenie inicjatyw w ramach już istniejących! Doskonałą egzemplifikacją takiego utrudniania jest chociażby postępowanie w temacie Eislar – najpierw przez Sarmację, a dziś i przez część Dreamlandczyków, która protestuje przed usypaniem archipelagu w obawie przed mefistofelicznymi pikselami, jakie rzekomo mają zarazić cały Dreamland „yoyonatyzacją”. Czy to objaw jakiejś paranoi?

Dużo dziś się mówi o „kryzysie demograficznym”, jaki dotyka Mikroświat. Czy nie warto jednakowoż się zastanowić, dlaczego Mikroświat doświadcza zjawiska egzystencji we wnętrzu czarnej dziury? Czy takie opresyjne prawo, postawa wobec nowych mikronacji i tworzenie z Mikroświata kółka wzajemnej adoracji, z którego wystąpienie grozi ostracyzmem dokonywanym przez ogół społeczeństwa mikronacyjnego, podążający w owczym pędzie za pewnymi osobami trzymającymi stery w takiej Sarmacji czy Bialenii, nie wpływa przypadkiem na ów „kryzys”?

Casimir de Viries

6 komentarzy

Add a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *